Nie muszę dużo tłumaczyć, bo wszystko jest klarownie wyjaśnione w tekście. Na łamach niewielkiej gazety, dla której piszę, pojawiła się dość poważna polemika na temat książki poświęconej homoseksualistom pt. "Lubiewo, czyli homoseksualiści w Polsce Ludowej", a następnie zeszła na temat samych homoseksualistów.
Od kilku dni trapi mnie jakby konieczność napisania listu do redakcji. Będzie to z pewnością pewien akt oporu, niestety nieznaczny i marginesowy. Przede wszystkim muszę powinszować pani Danie Platter, że udało jej się napisać coś, co wywołało takie poruszenie i tyle emocji. Widowiskowy sukces. Widziałem jedynie cytaty z tej recenzji, zamieszczone w polemice pana Szmilichowskiego. I całe szczęście, że tylko tyle. Z młodzieńczą dezynwolturą obraziła środowiska homoseksualne, co nie powinno mieć miejsca w druku, według mojego uznania. Byłem niezwykle zadowolony z pokrzepiającej odpowiedzi pana Szmilichowskiego, ale niestety cała radość szybko przepadła po przeczytaniu listu od pewnego (chyba oburzonego) czytelnika. Już opinie pani Platter bardzo mnie zirytowały, bo aurę psychiczną mam wrażliwą i kapryśną, a dodatkowo oliwy do ognia dolał ów czytelnik, popierając panią Platter. List ma identyczne, tak samo kołtuńskie podłoże, jak opinie w recenzji książki. Czytelnik uważa bowiem, że to wynaturzone i społecznie szkodliwe, czyli między tymi określeniami a wyrazem „choroba” stoi znak równości. Zgadza się. Jest to choroba, również rozpoczyna się literą „h”, ale zwie się homofobią. Dzięki swojej normalności ma wysokie poczucie własnej wartości dla społeczeństwa. Jestem jedynie ciekaw, czy zrobił dla nauki i kultury więcej niż, przypuśćmy: Karol Szymanowski, Piotr Ilicz Czajkowski, Jarosław Iwaszkiewicz bądź Oscar Wilde? Nieważne. I tak jest lepszy, dzięki popularniejszemu heteroseksualizmowi. „Od zarania dziejów, przez wszystkie wieki (wbrew popularnym poglądom – również w starożytnej Grecji) do homoseksualistów odnoszono się z odrazą (...)”. Urzekająca lekcja historii. Dodam więc, że różne rzeczy były uznawane za złe i niemoralne. Na przykład kobiety w spodniach. „Jestem tolerancyjny. Nie lubię zboczeńców i żadne pranie mózgu ani żadne ustawy prawne tego nie zmienią”. I ja również jestem tolerancyjny. Nie mam nic przeciwko motoryzacji, ale nie życzę sobie, by pojazdy poruszały się po ulicach.
piątek, 5 września 2008
Subskrybuj:
Posty (Atom)